Odsłonięcie tablicy pamiątkowej w Lesie na Krokwi w Jastkowicach

Z inicjatywy Zbigniewa Markuta w porozumieniu z Tadeuszem Bąkiem Wójtem Gminy Pysznica w Jastkowicach w „Lesie na Krokwi” odsłonięta została tablica upamiętniająca. 19 maja o godz. 10 rano wszystkich zebranych powitał Zbigniew Markut i w kilku zdaniach przedstawił historię tego miejsca. Następnie ks. proboszcz Adam Węglarz poświęcił tablicę. Przedstawiciele środowisk samorządowych i kombatanckich zapalili znicze przed pamiątkowym krzyżem. Starosta Stalowowolski Janusz Zarzeczny zwrócił się z apelem do uczniów ze szkoły w Jastkowicach, by podtrzymywali pamięć o tych tragicznych i nie do końca wyjaśnionych wydarzeniach. Zbigniew Koczwara s. Tomasza – jeden z nielicznych świadków tamtych wydarzeń opowiedział o grobach i krwi, jakie widzaiał w tym miejscu, gdy jako dziecko pasł krowy na „Szczukawie”. Tadeusz Bąk w swoim wystąpieniu podkreślił o otwartości gminnego samorządu w zakresie współpracy na rzecz upamiętnienia tego miejsca i prowadzenia dalszych poszukiwań, które pozwolą wyjaśnić zbrodnie sprzed lat.

Treść z tablicy autorstwa Piotra Niemca – dziennikarza Tygodnika Nadwiślańskiego:

„Pracowałem w polu i orałem, gdy zobaczyłem jadący od strony wsi samochód ciężarowy. Po kilku minutach rozległy się serie strzałów. „Zabijają ich” – pomyślałem wtedy. Ależ to było okropne przeżycie. Jeszcze tego samego dnia, gdy Rosjanie odjechali, poszedłem w tamto miejsce i znalazłem prostokąt świeżo ubitej ziemi, zamaskowanej gałęziami i mchem” – mówił mieszkaniec Jastkowic Bolesław Sęk (1929 – 2013).
JASTKOWICE – LAS NA KROKWI
W lipcu 1944 r. wraz z nadejściem frontowych oddziałów Armii Czerwonej pojawiły się na terenie gminy Pysznica Wojska NKWD ds. Ochrony Tyłów Frontów wraz z sowieckim sądem wojskowym.
W budynku szkoły w Pysznicy sowieci zainstalowali szpital polowy, plebanię miejscowego kościoła parafialnego zajęli na kwaterę dla kadry dowódczej, a na terenie kilku gospodarstw w Jastkowicach, w specjalnie zbudowanych ziemiankach, umieścili polowe areszty – obozy filtracyjne dla tzw. „elementu niebezpiecznego społecznie” oraz dla dezerterów z własnej armii.
Według zeznań złożonych w czerwcu 1990 roku w Prokuraturze Wojewódzkiej w Tarnobrzegu m.in. przez Jana Markuta, mieszkańca wsi Jastkowice i partyzanta oddziału leśnego NOW-AK mjr Franciszka Przysiężniaka ps.„Ojciec Jan”, w gospodarstwie Pyzów w Jastkowicach żołnierze NKWD zbudowali pilnie strzeżony polowy areszt, który funkcjonował od sierpnia do początków grudnia 1944 r. W innym gospodarstwie, należącym do rodziny Peliców, powstały ziemianki, z których doprowadzano aresztowanych na przesłuchania prowadzone przez oficerów NKWD.
Mieszkanka Jastkowic Zofia Pyz była jedną z niewielu osób, które widziały rowy pod lasem na Krokwi, które w sierpniu 1944 r. w tajemnicy kopali żołnierze NKWD. To w tych dołach, według zgodnych relacji mieszkańców Jastkowic, miały być zakopane ciała aresztantów przetrzymywanych w ziemiankach, likwidowanych nocami przez pluton egzekucyjny NKWD w okresie od sierpnia do grudnia 1944 roku.
Mieszkaniec Jastkowic Adam Dziuba jesienią 1944 r. przypadkiem natknął się w lesie niedaleko Jastkowic na aresztantów i eskortujących ich żołnierzy NKWD. Inni mieszkańcy tej miejscowości widzieli wiosną 1945 roku dobrze zamaskowane groby.
Według Jana Markuta w dołach pod Krokwią oraz w innych miejscach w bliskiej okolicy, które jesienią 1944 r. były polami ornymi lub łąkami, spoczywają szczątki co najmniej 200 osób, w tym żołnierzy Armii Krajowej i innych polskich formacji niepodległościowych.
Jednak przez 45 lat od zbrodni NKWD nie były prowadzone żadne oficjalne prace poszukiwawcze, pierwsze oficjalne śledztwo prokuratury rozpoczęło się dopiero w 1990 roku.
Wielokrotnie prowadzone później poszukiwania miejsc straceń na jastkowickim Zaoniu nie dały odpowiedzi na pytania dotyczące ofiar sowieckiego NKWD.
Na początku lat 90. na polu, gdzie stanął krzyż pamięci, wojsko robiło odwierty punktowe w celu zlokalizowania mogił. Później mieszkańcy Jastkowic na własną rękę, z użyciem wykrywaczy metali, a nawet maszyn ziemnych, szukali miejsc straceń. Bez rezultatu.
Wiosną 2015 roku do Jastkowic przyjechała ekipa realizatorska programu TVP Info „Było, nie minęło… Kronika zwiadowców historii”. Redaktor Adam Sikorski zwiedził miejsca, w których jesienią 1944 r. funkcjonował w ziemiankach polowy areszt NKWD, zobaczył domy, w których kwaterowali Sowieci. Ekipa telewizyjna, w towarzystwie m.in. dawnych mieszkańców Jastkowic – braci Tadeusza i Stanisława Sęków, młodszych bracia Bolesława Sęka oraz Zbigniewa Koczwary s. Tomasza  – była w lesie na Krokwi, gdzie znajdują się wciąż nieustalone mogiły osób najpierw więzionych przez NKWD, a następnie rozstrzelanych przez pluton egzekucyjny.
Badania georadarem potwierdziły istnienie ziemianki na placu należącym do rodziny Pyzów, nie udało się jednak ustalić zamaskowanych rowów – mogił w lesie na Krokwi. Wszystkie wskazane miejsca są dzisiaj zakrzaczone lub porośnięte lasem.
Dzisiaj nie tylko nie wiemy, gdzie mogą znajdować się dobrze zamaskowane miejsca pochówku osób rozstrzelanych przez NKWD jesienią 1944 r. Nie wiemy, kto może w nich leżeć. Wskazówek prawie nie ma, poza jedną – nie byli to miejscowi, ani ludzie z bliskiej okolicy. Świadków ubywa z roku na rok. Wiedza tych, którzy otarli się o zbrodnię, jak Zofia Pyz czy Adam Dziuba, na razie nie pomogła. Ktoś widział, jak jesienią 1944 r. na stację kolejową w Rozwadowie przywieziono więźniów w samej odzieży. Nie podstawiono ciężarówek, więc poszli za San w konwoju. Ale dalszych potwierdzeń tego zdarzenia nie udało się znaleźć. Ktoś inny odkopał kości ludzkie w lesie, ale później nie potrafił ustalić tego miejsca.
Wciąż nie tracimy nadziei na odnalezienie mogił osób zabitych przez NKWD i na ustalenie nazwisk osób tam pochowanych…
Zbigniew Markut, prezes Koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Obwód Nisko – Stalowa Wola
Tadeusz Bąk, wójt gminy Pysznica